Wpływ jedzenia na zdrowie

Czy zdrowe jedzenie może być niezdrowe?

Czasami spotykam się z głosami osób które mówią, że nie ma jednej diety skutecznej dla wszystkich, a zdrowe odżywianie może nam zrobić więcej szkody niż pożytku.

Czy tak jest w rzeczywistości? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w tym artykule, korzystając z najlepszej znanej mi wiedzy, a przede wszystkim niemałego już praktycznego doświadczenia i pewnej „żywieniowej intuicji”.

 

Po pierwsze zdrowe odżywianie to nie dieta i nie ma bardziej lub mniej zdrowych produktów z kategorii tych „zdrowych”.

 

Zdrowe odżywianie nie jest żadną dieta, bo dieta w domyśle ma związek z czymś przejściowym, z jakąś modą, z jakimiś wyrzeczeniami czy wreszcie z liczeniem kalorii.

I chociaż uwielbiamy słyszeć o różnych dietach i przeliczać wszystko na kalorie, to chcę powiedzieć dobitnie, że zdrowe odżywianie dietą nie jest.

 

Zdrowe odżywianie jest decyzją, że chcę dawać organizmowi tylko to, z czego rzeczywiście będzie mógł uzyskać energię potrzebną do działania.

A ta cenna energia może pochodzić tylko ze świeżych, jak najbardziej naturalnych i jak najmniej przetworzonych produktów.

Zdrowe odżywianie to myślenie o swoim organizmie jak o cudzie, który wymaga szacunku i miłości z naszej strony!

Bo gdy kogoś kochamy, to chcemy dla niego jak najlepiej, prawda?

 

Nie możemy mówić o zdrowym jedzeniu albo średnio zdrowym jedzeniu. Jest tylko zdrowe jedzenie i jego przeciwieństwo. 

Oczywiście stan naszego zdrowia będzie między innymi zależeć od tego, jak rozłożymy proporcje między dwoma ostatnimi.

 

Jeśli naprawdę chcemy sobie pomóc i szukamy prostych, naturalnych produktów, to trudno mówić o szkodzeniu sobie. Bo naprawdę zdrowy produkt (warzywa, owoce, kasze, orzechy, czy nasiona) nie ma prawa nas truć.

Jest tu jednak pewne„ale” i należy postawić gwiazdkę.

 

 

Kiedy zdrowe jedzenie może okazać się mało zdrowe?

 

 

1. Może być tak, że nawet ten pozornie zdrowy produkt jest zatruty chemią

 

Ma to miejsce np w przypadku spożywania pięknie wyglądających pomidorów czy ogórków kupowanych zimą w supermarkecie. Wtedy rzeczywiście takie jedzenie może nam wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

Dlatego tak bardzo zachęcam Was do jedzenia sezonowych produktów, pochodzących jak najbliżej miejsca naszego zamieszkania i kupowanych od osób, które ten produkt wytworzyły. Dzięki temu zwiększamy szanse na to, że coś co powinno być zdrowe w rzeczywistości takie jest.

Może być również tak (i niestety jest tak coraz częściej:(), że te zdrowe produkty, nawet te sezonowe, pochodzą z masowych upraw, gdzie stosuje się dużo oprysków i stawia na ilość a nie jakość.

Usłyszałam jakiś czas temu taką opinię, że kiedyś wystarczyło zjeść jedno jabłko, aby dostarczyć sobie odpowiednią dawkę witamin, a teraz trzeba zjeść kilka kilogramów jabłek aby dostarczyć organizmowi analogiczną porcję witamin! Tak, to smutne. Dlatego warto dbać o źródło pochodzenia warzyw i owoców i niestety, ale trzeba tych rzeczy (zwłaszcza warzyw!) zjeść dużo więcej niż kiedyś. Idealnie nadają się do tego wyciskane soki (o nich pisałam tutaj).

 

2. Jeśli jesteśmy chorzy albo mamy na przykład jakieś nietolerancje pokarmowe, to rzeczywiście nie zawsze to co zdrowe będzie zdrowe dla nas.

 

Jeśli mamy np. problem z cukrem, to niekoniecznie jedzenie dużych ilości słodkich owoców będzie dobrym rozwiązaniem. A gdy cierpimy na Hashimoto (zapalenie tarczycy o podłożu autoimmunologicznym) to niekoniecznie najlepszym rozwiązaniem będzie jedzenie warzyw krzyżowych (np. brokuła) na surowo.

Może być też tak, że do czasu wyzdrowienia możemy źle sobie radzić z trawieniem pozornie zdrowych rzeczy, takich jak surowe warzywa, czy wręcz z jedzeniem niektórych warzyw. Należy pamiętać o tym, że sam proces zdrowienia możemy przyspieszyć nie dzięki lekom (które tylko lepiej bądź gorzej maskują chorobę, albo w sposób sztuczny dostarczają to, czego organizm sam nie może wytworzyć przez to że jest chory) ale dzięki leczeniu żywieniem.

Im bardziej jesteśmy chorzy, tym trudniej wyrwać się z tego zaklętego kręgu nietolerancji i chorób. Wtedy pomocne mogą okazać się środki „bardziej drastyczne”, czyli np. post według zasad doktor Dąbrowskiej.

Pamiętajmy, że często nietolerancje występują na produkty, które uważane są za zdrowe (np. mleko), ale w rzeczywistości takie zdrowe nie są (patrz punkt kolejny). Przynajmniej nie w takich ilościach w jakich je spożywamy i nie z takich źródeł, skąd je pozyskujemy.

 

 

3. Zupełnie inna sprawa ma się z rzeczami, które uznajemy za zdrowe i pożądane w naszej polskiej kuchni (wręcz ich jedzenie jest narodową tradycją), chociaż w rzeczywistości nie do końca są takie zdrowe.

 

Mowa tu np. o nabiale, pieczywie, czy mięsie.

Co do zasady te produkty nie są złe, o ile jemy je w umiarkowanych ilościach i ze sprawdzonego źródła, a podstawą naszej diety pozostają warzywa (powinniśmy je jeść kilka razy dziennie!).

Problem jeszcze bardziej się komplikuje, gdy te rzeczy pochodzą z masowych upraw, a dla podwyższenia swoich walorów smakowych, zmniejszenia strat w procesie produkcji, obniżenia kosztów produkcji czy przedłużenia trwałości są faszerowaną sztucznymi substancjami.

Kury karmi się sztuczną paszą, krowom podaje antybiotyki żeby nie chorowały, do chleba dodaje się pszenicę z jeszcze większą zawartością glutenu aby chleb był bardziej pulchny, przy okazji dodając różne spulchniacze i utrwalacze itp.

 

 

4.Kolejną sprawą jest to, jak nasz organizm poradzi sobie ze strawieniem nawet najzdrowszych rzeczy i przyswojeniem tego, co w nich najlepsze.

 

Może się okazać, że nasz organizm to jeden wielki śmietnik, wręcz gnijący od środka – jedzenie dużych ilości mięsa o wątpliwej jakości, cukru, jedzenie w dużych ilościach i wszystkiego jednocześnie robią swoje.

Przyswajalność tego, co znajduje się w pożywieniu w dużej mierze będzie zależeć od stanu naszych kosmków jelitowych (które u zdrowego człowieka mają powierzchnię boiska sportowego!) Jeśli kosmki są sklejone, to nie są w stanie przepuścić wszystkich zdrowych substancji dalej do krwi. Z drugiej strony w jelitach mogą być nieszczelności (mówi się wtedy o przeciekających jelitach) i wtedy do krwi przenika to, co przeniknąć nie powinno (wtedy możemy mieć do czynienia z różnymi alergiami).

Dlatego tak ważne jest to, aby jeść zdrowo i jeść dużo produktów o wysokiej gęstości odżywczej (pisałam o tym tutaj). Z drugiej strony ważna jest to, jak często jemy i o jakich porach. Warto robić sobie od czasu do czasu przerwy w dostawie jedzenia (czyt. jedzenie o określonych porach, nie najadanie się przed snem, czy okresowy post), nie przejadać się (i nie jeść kiedy się nie jest głodnym, np. dla zabicia czasu albo smutków) oraz nie łączyć zbyt dużo różnych pokarmów w jednym posiłku (smażone mięso, ziemniaki polane sosem, szczęśliwie jakieś warzywa, kompot owocowy z dodatkiem cukru, a do tego porządna porcja słodkości – to już zbyt dużo jak na jeden posiłek).

Musimy pamiętać o tym, że jeśli rzeczywiście chcemy czerpać nawet z najlepszych warzyw czy innej super żywności to co jest w nich najlepsze, to powinniśmy w pierwszej fazie oczyścić organizm ze złogów, toksyn i dosłownie udrożnić nasz przewód pokarmowy (w tym wspomniane jelita). Idealnym narzędziem do tego jest post warzywny (możecie znaleźć na Facebooku grupę poświęconą postowi dr Dąbrowskiej i poczytać o niezwykłych historiach osób, które dzięki temu sposobowi dokonały niezwykłych zmian w obszarze swojego zdrowia, samopoczucia i sylwetki!).

 

Podsumowując:

Uważam, że jeśli naprawdę jemy to co zdrowe, to nie może nam się stać krzywda (a już na pewno nie większa niż wtedy kiedy jemy coś, co tylko jedzenie dobrze udaje).

Jak zawsze jednak przyda się nam odrobina zdrowego rozsądku i dostosowanie ogólnych reguł do naszej sytuacji.

Uważam, że największą pułapką może być jedzenie czegoś, co teoretycznie nie jest niezdrowe (albo wręcz co do zasady jest zdrowe, jak np. warzywa), ale:

  • pochodzi z kiepskiego źródła (wspomniane pomidorki z zagranicy jedzone zimą, czy kiełbasa z masowej produkcji sprzedawana za 9,99 zł/kg),
  • jest nieświeże,
  • jest nafaszerowane dziwnymi dodatkami (dlatego warto patrzeć na skład tego co kupujemy, a najlepiej jest kupować produkty, które nie mają etykiety i pochodzą z zaufanego źródła).

Jednym słowem – róbmy zakupy i jedzmy z głową i używajmy jej jak najczęściej!

Posty, które mogą Cię zainteresować

Brak komentarzy

Napisz komenatrz