Ile to kosztuje

Ile kosztowało nas jedzenie we wrześniu i dlaczego tak dużo?

Pora na kolejne podsumowanie naszych comiesięcznych wydatków na jedzenie. Tym razem pod lupę wezmę miesiąc wrzesień.

Jak zwykle wydatki będę pokazane w rozbiciu na miejsce robienia zakupów oraz kategorie produktów.

I jak zwykle będzie mowa o czymś znacznie więcej niż zwykłym powiedzeniu co, gdzie i za ile kupiliśmy:)

Zapraszam do lektury!:)

 

 

Podsumowanie wydatków w sierpniu ze względu na miejsce robienia zakupów

 

Miejsce Wydana kwota we wrześniu (w PLN) % udział w całości wydatków na jedzenie
Targ 1241,3 66%
Internet 172,65 9%
Supermarket 137,8 7%
Przedszkole – posiłki 136 7%
Budka z warzywami 106,75 6%
Jedzenie na mieście 64,9 3%
Piekarnia 9,4 1%
Wydatki we wrześniu ogółem 1868,8 100%

 

Tym razem nie będę się rozpisywać szczegółowo, co zwykle kupujemy na targu czy w supermarkecie, bo dokładnie opisałam to przy okazji zestawienia wydatków za sierpień.

 

We wrześniu wydaliśmy sporo więcej na jedzenie w porównaniu do sierpnia (wtedy było to 1 584,05 zł) z dwóch prostych powodów:

  • we wrześniu mieliśmy aż 5 wyjść na targ (podczas gdy zwykle są 4)
  • dodatkowo pojawiła się kwota, którą płacimy za żywienie w przedszkolu za dwójkę naszych dzieci (we wrześniu jest relatywnie niska, w kolejnych miesiącach będzie sporo wyższa!)

 

I jeszcze jedna istotna informacja, którą zawsze się przy tej okazji dzielę – nasze wrześniowe wydatki w aptece wyniosły 17,90 zł (był to jod dla mnie:)

 

 

Podsumowanie powyższej tabeli:

 

  • Targ stał się niekwestionowanym liderem wrześniowych zakupów!:)

 

Na targu robimy większość naszych zakupów. Jest to bardzo korzystne, bo robiąc zakupy raz w tygodniu (zazwyczaj jest to sobota) zaopatrujemy się w większość potrzebnych rzeczy.

Targ to według mnie doskonała relacja ceny do jakości (produkty są świeże, często bezpośrednio od osoby, która je zrobiła i nie kosztują wcale majątku!).

O tym, dlaczego wybieram zakupy właśnie na targu pisałam tutaj.

Wrzesień to, po okresie iście wakacyjnym, okres kiedy wciąż możemy się cieszyć całym bogactwem różnych warzyw i owoców i grzechem by było z tego nie skorzystać!:)

 

 

  • We wrześniu relatywnie sporo zakupów zrobiliśmy przez Internet!

 

Zakupy przez Internet rządzą się swoimi prawami. Nie kupujemy tam regularnie jedzenia, ale jeśli nasze zapasy się kończą, to od razu kupujemy tam hurtem trochę rzeczy.

Zazwyczaj gdy czegoś potrzebujemy, to spisujemy wszystkie nasze aktualne potrzeby i sprawdzamy, czy u danego dostawcy kupimy większość potrzebnych rzeczy – jeśli nie, to wtedy szukamy kolejnego dostawcy itd. Tym sposobem ograniczamy koszt dostawy produktów.

Oczywiście zawsze patrzymy na opinię o danym dostawcy (zwykle są to zakupy przez allegro), na wielkość asortymentu i na nasze poprzednie doświadczenia zakupowe.

We wrześniu uzupełniliśmy swoją kuchnię o takie produkty jak: olej kokosowy, syrop klonowy, sól himalajska, pomidory suszone, cynamon (oczywiście cejloński w laskach!) czy olej (słonecznikowy oraz z ostropestu – olej lniany i rzepakowy kupujemy na targu!).

 

 

  • Gdy sezon na różne owoce jest w pełni, to dalej sporo rzeczy kupujemy w tygodniu (pomiędzy zakupami sobotnimi na targu) w pobliskich „warzywniakach”

 

Jak wiadomo owoce są takim produktem, który relatywnie szybko się psuje. Z tego powodu w okresie, kiedy dalej mamy dużo delikatnych owoców sezonowych (jak np. maliny czy śliwki), to zwyczajnie kupujemy je na bieżąco. Wykorzystujemy do tego „warzywniaki”, które znajdują się w pobliżu naszego miejsca zamieszkania czy przedszkola dzieciaków.

Stało się już niemal naszą rodzinną tradycją to, że wychodząc z przedszkola dzieci proszą o coś do jedzenia. Zwykle są to jabłka, gruszki, papryka czerwona czy ogórek:)

 

 

  • Piekarnię dalej omijamy szerokim łukiem, a w sklepie mięsnym nie kupujemy prawie wcale!

 

Już wielokrotnie wspominałam, że chleb kupujemy na targu.

Mamy akurat taką możliwość, żeby kupować chleb domowej roboty, chociaż wiem, że to jest pewna „luksusowa sytuacja”.

Chleb nie jest tani (duży podłużny bochenek kosztuje ok. 18-20 zł), ale w przypadku naszej czteroosobowej rodziny 2 takie chleby to świat i ludzie! A jakość tego chleba rozkłada na łopatki każdy inny!

Poza chlebem jemy sporo kasz (jaglaną, gryczaną niepaloną) – również na śniadanie czy kolację – a te kosztują dosłownie grosze (ok. 5-6 zł za kilogram)!

Piekarnie odwiedzamy, jeśli akurat nie mamy żadnych zapasów chleba z targu (część tego chleba mrozimy, bo świetnie się przechowuje!), albo najdzie nas nagle ochota na małe co nieco (na szczęście ostatnio rzadko ma to miejsce:)

 

 

Podsumowanie wydatków w sierpniu ze względu na kategorię produktów

 

Kategoria produktów Wydana kwota we wrześniu (w PLN) % udział w całości wydatków na jedzenie
Warzywa 360,2 19%
Owoce 291,35 16%
Nabiał i jaja 255 14%
Poza domem 191,9 10%
Oleje i tłuszcze 163,15 9%
Pieczywo 133,4 7%
Kasze, ryż i inne 131,3 7%
Słodkie 99,9 5%
Mięsne 97 5%
Przetwory 43,6 2%
Na wzmocnienie 42,7 2%
Przyprawy 35,2 2%
Woda 17,6 1%
Ryby 6,5 0%
Wydatki we wrześniu ogółem 1868,8 100%

 

 

Podsumowanie tabeli:

 

  • Tu widać jak na dłoni, że warzywa rządzą w naszej kuchni!

 

Często podkreślam to, że jeśli miałabym wybrać jedną kategorię produktów, które byśmy mieli jeść, to byłyby to własnie warzywa (o tym jak jeść ich więcej dowiesz się tutaj).

Nie bez powodu to właśnie od tych produktów zaczyna  się rozszerzanie diety u małych dzieci!

Warzywa są produktami o wysokiej gęstości odżywczej – w jednostce energii (kcal) zawierają dużo witamin i minerałów! A o to właśnie chodzi – bo to stąd biorą się nasza energia i zdrowie!

W grupie „wrześniowych” warzyw znalazły się między innymi takie warzywa jak: brokuł, kalafior, sałata, pomidory, natka, dynia, papryka, jarmuż czy kiszone ogórki i kapusta. Takie produky jak dynia, jarmuż czy kiszonki będą z nami jeszcze przez całą zimę!

Oczywiście warto też pamiętać o niedocenianych wciąż naszych typowych polskich warzywach dostępnych przez cały rok, czyli marchewce, pietruszce, buraku, porze, selerze czy cebuli! Akurat my często w te produkty zaopatrujemy się u mojej Mamy, więc na targu kupujemy mniejsze ilości. Jeśli nie wiecie, co z tych warzyw można przyrządzić, zachęcam do odwiedzenia kulinarnych blogów wegańskich, w tym znanej wielu osobom jadłonomii!

 

 

  • W czołówce znajdują się również owoce

 

Owoców również jemy całkiem sporo i świetnie zastępują one typowe słodycze (o tym jak skończyć ze słodyczami zanim one skończą z Tobą dowiesz się tutaj).

We wrześniu wciąż sporo jedliśmy cudownych owoców takich jak maliny czy borówki, a one są relatywnie drogie, stąd tak duża kwota wydana na owoce.

Poza tym zajadaliśmy się polskimi owocami takimi jak jabłka, gruszki, śliwki czy winogrono (takim prawdziwym polskim, a nie „napompowanym”, przywiezionymi z zagranicy i sprzedawanym w supermarketach) oraz owocami bardziej egzotycznymi typu banan, awokado,  mango czy pomarańcze.

 

 

  • Kategoria nabiał i jaja – bardzo treściwa!

 

Tutaj znajdują się różne sery, które zwykle kupujemy na targu (m.in. ser koryciński czy od czasu do czasu oscypek domowej roboty), prawdziwe wiejskie mleko (jemy je z naturalnymi płatkami zwykle raz w tygodniu, a z reszty robimy domowy jogurt:), jogurt naturalny domowej roboty, czy wreszcie jaja od szczęśliwych kur.

Te produkty nie są może najtańsze, ale i tak konkurują cenowo z tymi sklepowymi, a przy tym jakością biją je o głowę!

Dla przykładu koszt kilograma sera korycińskiego (świeżutki, domowej roboty!) to 35 zł, koszt mleka to 6 zł za 1,5l, a koszt wiejskiego jaja to w zależności od miejsca pomiędzy 0,50 gr a 1 zł.

To właśnie między innymi produkty z tej kategorii nadają smaczku naszym prostym posiłkom!

 

 

  • Poza domem – czyli również w przedszkolu

 

Do tej kategorii wpadł koszt posiłków dzieciaków w przedszkolu (większa część kwoty) oraz kilka obiadów zjedzonych na mieście.

Na mieście jemy rzadko, bo zwyczajnie domowe jedzenie bardziej nam smakuje!:)

 

 

  • Oleje i tłuszcze – czyli oleje tłoczone na zimno, orzechy i prawdziwe wiejskie masło z mleka krowiego!

 

Pod ta kategorią kryją się wszystkie tłoczone oleje na zimno, które namiętnie kupujemy i stosujemy jako pyszny dodatek do dań na ciepło (np. kaszy i warzyw) czy jako zamiennik masła na kanapce (czasami masło też stosujemy, ale zwykle to prawdziwe od rolnika!).

W tej grupie znajdują się również orzechy – zwykle kupujemy orzechy włoskie (z Polski!:) czy laskowe.

We wrześniu ta grupa stanowiła sporą część wydatków, ale nie są to wydatki comiesięczne – po prostu tu nastąpiła mała ich kumulacja:)

 

 

  • Pieczywo – tak, ale…

 

Możemy jeść pieczywo, ale warto wybierać to prawdziwe (o tym jakie pieczywo wybierać pisałam tutaj, a o tym co dobrego i smacznego można dodać na kanapkę pisałam tutaj).

No i niekoniecznie musimy jeść je codziennie i do każdego posiłku – warto stosować je wymiennie chociażby ze wspomnianymi kaszami (jaglaną, gryczaną).

O tym, jak ograniczać spożycie chleba i dań mącznych, dowiecie się z tego nagrania.

 

 

  • Kasze gruboziarnieste, ryż naturalny i inne – jestem na tak!

 

Warto odkryć całe bogactwo różnych dodatków idealnych do zup, drugiego dania, śniadania czy kolacji.

Są nimi: kasze, komosa ryżowa, ryż naturalny, czy wreszcie rośliny strączkowe (soczewica, ciecierzyca, groch, czy różne odmiany fasoli).

Te produkty (najlepiej jest kupić je na wagę) są sycące, zdrowe i do tego relatywnie tanie!

 

 

  • Słodkie co nieco, chociaż wcale nie słodycze

 

Na słodkie rzeczy wydaliśmy we wrześniu ok. 100 zł. Ale nie kryją się tutaj batoniki, ciasteczka i czekolady (no chyba że gorzkie:), ale takie produkty jak prawdziwy miód od pszczelarza, czy owoce suszone. Czasami skusimy się na jakieś ciasto domowej roboty (też kupujemy je zwykle na targu!:) czy dobrej jakości lody w gałce lub z maszyny.

Typowym słodyczom mówimy nie (no chyba że od wielkich dzwonów, albo w przedszkolu, gdy ktoś z okazji urodzin częstuje nimi nasze dzieci:) i jak dotąd dobrze na tym wychodzimy (o tym jak wychodzić z uzależnienia od słodyczy – tak, to jest typowe uzależnienie i sama borykałam się z nim latami – pisałam tutaj).

 

 

  • Mięso to u nas prawdziwy gość na stole

 

Mięso jemy rzadko (najczęściej gdy jesteśmy w gościach). Zwyczajnie przestało nam smakować. Ale nasze dzieci jedzą normalne posiłki w przedszkolu, więc mięso gości na ich talerzu częściej.

W tej grupie wydatków (we wrześniu było to niecale 100 zł) znalazały się domowe pasztety kupowane na targu, czy kawałek wiejskiej wędliny albo kiełbasy.

 

 

  • Wysoko przetworzonym produktom mówimy stanowcze „nie!”

 

Coraz trudniej znaleźć na naszym talerzu gotowe, mocno przetworzone produkty ze sklepu (zafoliowane i zapuszczkowane, z długim jak Wisła składem na odwrocie).

Jeśli już jemy takie produkty, to bardzo sporadycznie. Czasami trafią do naszego koszyka takie rzeczy jako mleko kokosowe, tofu, pesto, oliwki, czy jakaś ryba w puszce.

To dlatego właśnie na takie produkty wydaliśmy we wrześniu śmiesznie małe pieniądze – nieco ponad 40 zł.

 

  • Ryby – tak, ale…

 

Ryby jemy rzadko (jemy je po prostu wtedy, gdy mamy na nie ochotę). Ryby oczywiście są z założenia zdrowe, ale te mrożone, panierowane albo zapuszkowane ze sklepu trudno w ogóle nazwać rybami.

Nie dość, że często pochodzą z wątpliwego źródła, to jeszcze pływają w wątpliwej jakości oleju czy zawierają więcej dodatków (np. panierki) niż rzeczywistej ryby.

Niestety (nad czym bardzo ubolewam) – czasy pod tym względem mamy bardzo trudne (czyt. dostęp do dobrych ryb i dobrego mięsa), dlatego musimy wybierać pomiędzy mniejszym i większym złem.

Dlatego ryby, podobnie jak mięso, rzadko można znaleźć na naszym stole (akurat we wrześniu nie było ich prawie wcale). Ale jeśli są, to zwykle jest to kawałek świeżej ryby z targu (którą pieczemy, a nie smażymy), czy kawałek wędzonej makreli albo jakiejś ryby w puszce.

 

 

Na tym chyba skończę. Miało być krótko, a wyszło jak zwykle. Jeśli dotarliście do tego miejsca – dajcie koniecznie znać w komentarzu!:) Śliczne dzięki za dzisiaj!:)

 

I już zupełnie na koniec…

Mam nadzieję, że to kolejne już podsumowanie comiesięcznych wydatków zachęci Was chociaż trochę do zrobienia własnego podsumowania!

Naprawdę warto, bo dzięki temu mamy kontrolę nad tym co się dzieje z naszymi pieniędzmi oraz widzimy jak na dłoni co i gdzie kupujemy.

Zawsze oczywiście warto robić takie podsumowanie zestawiając je z naszym zdrowiem i samopoczuciem – widzimy wtedy, czy nasze wydatki na jedzenie są dobrą inwestycją, czy też są pieniędzmi wyrzuconymi w błoto:)

 

A czy Wy macie sprawdzone przez siebie patenty na zdrowe i smaczne zakupy?

Jeśli tak, to koniecznie dajcie znać w komentarzu!:)

 

Posty, które mogą Cię zainteresować

Brak komentarzy

Napisz komenatrz