Zdrowe nawyki

Jaki chleb jeść oraz z czym i dlaczego?

W artykule chcę opowiedzieć o swoich najlepszych praktykach związanych z wyborem odpowiedniego chleba oraz odpowiedniego „smarowidła”. Będzie również trochę informacji merytorycznych dlaczego wybór chleba ma ogromne znaczenie dla naszego zdrowia.

Na co warto zwrócić uwagę kupując chleb:

  • Nie warto kupować najtańszego chleba z białej oczyszczonej mąki pszennej, a zamiast niego warto wybierać chleb z mąki żytniej, orkiszowej czy innej
  • Warto szukać chleba robionego na naturalnym zakwasie, a nie na drożdżach
  • Warto spróbować chleba razowego, który jest robiony z raz zmielonej mąki (stąd jej nazwa) – najlepiej z mąki żytniej
  • Można zawsze poprosić sprzedawcę o pokazanie składu produktu – im krótsza lista, tym lepiej dla nas!
  • Zawartość nasion w chlebie nie zawsze świadczy o jego najlepszej jakości (zwłaszcza jak jest tymi ziarnami jedynie posypany) – najważniejsze będą powyższe punkty – a ziarna sami możemy sobie dodać robiąc kanapkę
  • Można zawsze pokusić się o zrobienie domowego chleba, a jeśli nie mamy na to czasu (np. tak jak ja) to spróbujmy znaleźć osobę, która sama robi w domu prawdziwy chleb i jest chętna, aby go zrobić również dla nas!
  • Warto obserwować jak zachowuje się chleb po kilku dniach – prawdziwy chleb powinien zachować świeżość przez kilka dni!
  • Chleb warto przechowywać owinięty w białą lub lnianą szmatkę – nie przechowujmy go w plastikowej torbie!
  • Starajmy się szukać zamienników dla chleba (kasza, ryż lub po prostu warzywa) – chleb nie jest niezbędnym dodatkiem do śniadania czy kolacji!

 

Czym smarować chleb?

 

Gdybym miała wymienić trzy rzeczy które polecam, to byłyby to:

  • Prawdziwe masło wiejskie robione przez gospodynię (nie żadna utwardzona margaryna czy masło wątpliwego pochodzenia) – mój mąż kilka razy „niechcący” zrobił takie masło ubijając zbyt długo śmietanę:)
  • Masło klarowane – można je kupić w sklepie w większym pudełeczku (koszt to ok. 13 zł/500g) albo zrobić samemu w domu (nie próbowałam) – nie chcę się rozpisywać o tym maśle, ale chętnych odsyłam do literatury, np. tutaj
  • Olej tłoczony na zimno, dobrej jakości, np. lniany, z ostropestu plamistego czy inne cuda – często robiąc kanapkę używamy właśnie tego rozwiązania – chleb nie jest taki „suchy” a dodatkowo taki olej to miód na nasze serducho!:)

 

Czy olej lniany może smakować?

Często słyszę od osób, że olej lniany czy inny kompletnie im nie smakują. Wtedy mówię jedno – spróbujcie kupić świeży olej lniany, np. od kogoś kto go sam tłoczy i robi to na bieżąco. Możecie poszukać takich osób przez Internet albo na targu!

Gdy kupowałam olej lniany w aptece jego smak nie powalał. Ale odkąd kupuję go od Pani która go sama tłoczy z mężem, a sam olej jest świeżutki i żółciutki, olej bardzo nam smakuje. Naszym dzieciom również (dodam, że przyzwyczajaliśmy ich do smaku takiego oleju już od samego początku, wiec dla nich jest to coś normalnego). Do smaku takiego oleju trzeba się przyzwyczaić, ale naprawdę warto spróbować!

 

A może smalec?

Ciekawym rozwiązaniem, które czasami stosujemy, jest użycie dobrze nam znanego smalcuJ Najlepiej go kupić ze sprawdzonego źródła (my go kupujemy na targu) i niekoniecznie jeść codziennie.

Taki olej ponoć jest bardzo dobrym rozwiązaniem jeśli chodzi o smażenie potraw (pod warunkiem, że lubimy specyficzny zapach i smak smalcu).

 

 

A teraz odpowiedź dla dociekliwych dlaczego tak ważny jest odpowiedni wybór pieczywa!

 

Opracowanie powstało na podstawie informacji z książki „Jak żyć długo i zdrowo” Michała Tombaka.

 

Konsekwencje spożywania oczyszczonej mąki

Mąkę otrzymuje się z ziaren zbóż. W zmielonej, ale nieoczyszczonej mące, znajdują się witaminy, sole mineralne i fermenty – wszystko to, co jest niezbędne dla naszego organizmu.

Spożywając potrawy przygotowane z takiej mąki, człowiek otrzymuje 100% energii zawartej w ziarnach. Samo ziarno składa się ze skrobi (85%) oraz otoczki biologicznej (15%). Substancje znajdujące się w otoczce pomagają rozszczepić i przyswoić przez nasz organizm skrobię. Spożywając mąkę bez tej otoczki (czyli oczyszczonej), pozbywamy się tego, co jest najcenniejsze w ziarnie.

To powoduje, że organizm chcąc strawić kawałek białego pieczywa czy bułki sięga po własne zapasy (potrzebnych substancji nie znalazł w pokarmie, bo ich tam zwyczajnie nie było!). Produkty z takiej mąki będą trawione z trudem, a to czego strawić się nie uda, będzie np. wypełniać fałdy tłuszczowe w naszym ciele.

Jeśli ktoś robił np. pizzę to wie (znam z obserwacji:), że gdy zanurzy się mąkę w ciepłej wodzie, to ona pęcznieje i tworzy się substancja przypominająca klej. To samo dzieje się ze skrobią, która trafia do naszych jelit! Nie dość że przeszkadza w normalnym procesie trawienia, to jeszcze jest sprawcą tworzenia się różnych złogów (np. we krwi i naczyniach krwionośnych czy kamieni w pęcherzyku żółciowym!).

Co więcej, do wyrobów typu pieczywo, ciastka, bułeczki i inne dodaje się różne barwniki, środki aromatyczne, spulchniające, utrwalające i inne. To są substancje zupełnie obce naszemu organizmowi i nasz organizm nie potrafi ich strawić. Tym samym te substancje pozostają w nas do końca życia!

 

Drożdże

Normą się stało, że chleb i bułki są wypiekane na drożdżach Drożdże powodują procesy fermentacyjne w jelitach. Nasze jelita stają się polem walki między drożdżami znajdującymi się w pieczywie, a naturalną mikroflorą jelit. Choroby typu zaparcia, wzdęcia, czy różne choroby układu pokarmowego są efektem tej walki.

Jeśli już od małego podajemy dzieciom takie pieczywo, to pomyślmy, jaką brudną robotę wykonają drożdże w ich jelitach!

Musimy pamiętać, że odporność bierze się właśnie z jelit. Właściwa mikroflora jelit to sprawnie działający organizm. Jeśli jelita niedomagają, zaczyna niedomagać cały organizm. Nie powinno nas zatem dziwić to, że dzieci mają coraz słabszą odporność (do tego dochodzi wiele innych czynników, np. nadużywanie leków, w tym antybiotyków, czy wystawianie już bardzo małych dzieci na kontakt z innymi chorymi dziećmi, np. w żłobku).

Pewnym rozwiązaniem, jak wskazuje pan Michał Tombak, jest odczekanie 1-2 dni, aż drożdże stracą swoją aktywność i wtedy zabranie się za jedzenie chleba (o ile chleb nie stał się jak kamień:). Można również taki chleb opiekać i sporządzając suchary.

 

Chleb na naturalnym zakwasie

Większość chlebów, jakie można spotkać w sklepie, jest na bazie drożdży. To szybszy, a co za tym idzie, tańszy sposób na zrobienie chleba. Nie ma się co oszukiwać – jeśli nie jesteśmy świadomymi konsumentami, to często wybieramy chleb kierując się jego ceną lub „chrupkością i puszystością” (aby taki chleb powstał musi mieć zwykle dużo glutenu tudzież zawierać różne sztuczne substancje które zapewnią mu tą puszystość). A to chyba jedni z najgorszych doradców.

Chleb na naturalnym zakwasie jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem. Chleb na zakwasie powstaje z ukwaszonego ciasta i jest najczęściej przygotowywany z mąki żytniej, gryczanej lub mieszanki różnych rodzajów mąki.

Chleb na zakwasie wyrasta w procesie fermentacji ciasta przez bakterie kwasu mlekowego. A te bakterie są jak najbardziej korzystne dla naszej flory jelitowej.

 

Chleb na prawdziwym zakwasie długo utrzymuje świeżość. Odczułam to na własnym przykładzie. Kiedyś jadłam kajzerki i biały chleb i nie muszę chyba nikomu mówić, jak te bułki wyglądały po dwóch dniach. Odkąd jem chleb na naturalnym zakwasie to widzę, że potrafi on zachować świeżość nawet przez tydzień!

Ale należy tu być czujnym. Jeszcze do niedawna kupowałam chleb w piekarni (ale lepszy chleb, nieco droższy niż ten zwykły biały). Często pani w piekarni tłumaczyła mi, że ten chleb jest pieczony na naturalnym zakwasie. Okazuje się jednak, że czasami chleb jest na naturalnym zakwasie, ale ma dodane drożdże, aby przyspieszyć proces produkcji! Co więcej, taki chleb może zawierać różne dziwne dodatki – piekarnie robią różne „czary-mary” aby chleb ładniej wyglądał, pachniał itp.

 

Jaki chleb obecnie kupuję?

Dzisiaj kupuję chleb na targu. Ten chleb wypieka zaufana pani. Chleb jest na naturalnym zakwasie. Kupuję chleb żytni, orkiszowy lub powstały z mieszanki różnych rodzajów mąki.

Jeden duży bochenek takiego chleba kosztuje 18-20 zł. W każdą sobotę kupuję dwa takie chleby. Jeden mrożę i wyjmuję go mniej więcej w połowie tygodnia.

Ponieważ jemy nie tylko kanapki, to te dwa bochenki w zupełności nam wystarczają na cały tydzień (i oczywiście dzieci jedzą też trochę chleba w przedszkolu).

Gdy jesteśmy na wyjeździe to posiłkujemy się chlebem jaki znajdziemy w pobliskiej piekarni. Szukamy jak najlepszych rozwiązań na jakie nas stać w danym miejscu i czasie.

Mogę tylko powiedzieć, że taki chleb jest naprawdę obłędny w smaku! Nic dziwnego, że gdy kupię taki chleb to sobota i niedziela upływają nam pod znakiem chleba!:)

Posty, które mogą Cię zainteresować

3 komentarze

  • Odpowiedz
    Incognito
    30 sierpnia 2017 at 12:34

    ….czyli kupuje Pani żywność z wątpliwych źródeł, których nikt nie kontroluje pod względem higieny. Póki wszystko jest OK, proszę to robić dalej. Mam trochę pytań o rozbieżność między szkolną nauką a zamieszczonym tekstem. Dla przykładu” „to, czego strawić się nie uda, będzie np. wypełniać fałdy tłuszczowe w naszym ciele”. W szkole uczą, że niestrawione resztki są wydalane więc w jaki sposób mogą wypełnić fałdy tłuszczowe? Rzekomo „Nasze jelita stają się polem walki między drożdżami znajdującymi się w pieczywie, a naturalną mikroflorą jelit”. Wiedza naukowa mówi, że w skład mikroflory jelit wchodzą także drożdże. Czy to znaczy, że drożdze walczą z drożdżami? Czyli są różne drożdże i niektóre są szkodliwe? Czy te piekarnicze na pewno są szkodliwe? Jakie jest źródło tej informacji (chodzi mi o naukową wiedzę, a nie tę od szarlatanów. Osobiście piekę chleb więc wiem, im mniej mąki pszennej a więcej np. żytniej tym dłużej chleb utrzymuje świeżość. Ten skład jest ważniejszy niż to czy jest zakwas czy nie. Jednak nadmiar mąki np. żytniej i błonnika oznacza, że ciężko strawić taki pokarm. W praktyce po „zdrowym” chlebie czuję nadkwasotę i muszę po tym leczyć żołądek. Rzekoma „niska odporność” dzieci bierze sie z jelit? Czy tylko z jelit? Czy ta „niższa odporność” dzieci nie wiąże się przypadkiem z tym, że ludzie masowo umierający w dzięcięcym wieku teraz przeżywają więc później chorują i… rzadziej umierają niż nasi przodkowie? Co oznacza „prawdziwy” chleb w zdaniu „prawdziwy chleb powinien zachować świeżość przez kilka dni”? Inne chleby to fałszywe czy po prostu o krótszym czasie przydatności do spożycia?

    • Odpowiedz
      Patrycja Wratny
      30 sierpnia 2017 at 14:20

      Dzień dobry! Bardzo dziękuję za komentarz. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że w dzisiejszym świecie natłok różnych informacji może powodować szereg wątpliwości, m.in. dotyczących tego, czy jemy właściwe rzeczy. Z całym szacunkiem dla „sprawdzonych badań”, dla mnie najlepszym barometrem tego, czy jem właściwe rzeczy jest to, jak się po nich czuję. A tak się składa, że gdy odrzuciłam przetworzone produkty z półek sklepowych i zaczęłam jeść świeże produkty, często domowej produkcji, to jakość mojego zdrowia, odporność i ilość energii skoczyła na niespotykany dotąd u mnie poziom (nie tylko u mnie, ale u całej mojej rodziny!). Czy nasze babcie robiąc jedzenie woziły je do badania, aby stwierdzić, że to jedzenie nadaje się do spożycia? Otóż nie! Po prostu spożywały świeże, naturalne produkty i poddawały je naturalnej obróbce. Proszę mi powiedzieć, czy jeśli idę do apteki i widzę lizaka z witaminami (a potem patrzę na jego skład i na pierwszym miejscu widzę syrop glukozowo-fruktozowy) to mogę mieć pewność, że jest to sprawdzony i bezpieczny dla mojego dziecka produkt? Co z tego, że został dopuszczony do obrotu, skoro jego stosowanie nie jest bezpieczne? Też kiedyś ufałam w pełni autorytetom – do czasu aż stwierdziłam, że moje zdrowie nie ma się dobrze a ja nie widzę SKUTECZNEGO rozwiązania dla moich przewlekłych dolegliwości (trądzik, problemy z wypróżnianiem, alergia, brak sił i jeszcze kilka innych). Widziałam na własne oczy jak gładko można w „obiektywnych badaniach” potwierdzić swoje racje. I to często nie po to, aby dać zdrowie, ale by zasilić czyjąś kieszeń. Miałam okazję pracować w dziale marketingu zarówno w branży spożywczej (dobra szybko zbywalne, tzw. FMCG) oraz branży kosmetycznej/farmaceutycznej. Z wydalaniem niestrawionych resztek nasz organizm ma niestety problem. W idealnej sytuacji, gdy jemy to, co jeść powinniśmy (czyli żywe jedzenie, bo żywy jest również nasz organizm!), rzeczywiście niestrawione resztki są usuwane. Problem pojawia się wtedy, gdy np. wraz z jedzeniem zjadamy tak wiele sztucznych substancji (których nie brakuje w typowym jedzeniu – wystarczy spojrzeć na etykietę każdego produktu), że nasz organizm nie ma już sił, aby poradzić sobie z ich wydaleniem. Wtedy organizm robi rzecz, która wydaje się najrozsądniejsza – odsuwa te niestrawione resztki jak najdalej od ważnych narządów. Co więcej, gdy organizm dostaje jedzenie kiepskiej jakości (niska wartość odżywcza, duża kaloryczność, dużo sztucznych dodatków), to jest to dla niego sygnał, że trzeba „zbierać” jedzenie na gorsze czasy (paradoks jest taki, że organizm jest przejedzony i jednocześnie niedożywiony!). W konsekwencji mamy coraz więcej ludzi otyłych, właśnie z tym zbędnym tłuszczykiem. Owszem, w skład naszej mikroflory jelitowej mamy np. grzyba zaliczanego do drożdżaków (candida albicans) i jest to coś normalnego. Problemem jednak jest jego nadmierny rozrost. Wtedy już nie możemy mówić o stanie równowagi w organizmie i o zachowaniu zdrowia. Jak wszędzie i tu ważna jest równowaga. Jeśli chodzi o chleb, to najzdrowszą jego wersją jest chleb na naturalnym zakwasie, który wyrasta w procesie fermentacji ciasta przez bakterie kwasu mlekowego, które to bakterie występują naturalnie w jelitach zdrowego człowieka i hamują wzrastanie chorobotwórczych bakterii i rozrost niepożądanej flory bakteryjnej. Oczywiście zakwas zakwasowi nierówny i zależy od tego, z jakiej mąki został zrobiony i od warunków, w których wzrastał. Podczas produkcji chleba przy użyciu drożdży dochodzi do fermentacji alkoholowej i produkcji kwasu octowego. Nie mówię, że chleb domowej produkcji na drożdżach jest czymś złym. Sami czasami pieczemy w domu taki chleb. Zawsze przy okazji jedzenia mówię o skalowaniu kategorii produktów pod względem tego, czy i jak bardzo są zdrowe. Chleb na naturalnym zakwasie jest według mnie najzdrowszy, ale każdy chleb domowej roboty będzie o niebo zdrowszy od tego najzwyklejszego kupowanego w sklepie (z mąki pszennej pełnej glutenu, z zawartością sztucznych dodatków – dochodzi nawet do tego, że chleb udaje chleb razowy, bo jest.. barwiony karmelem!). Gratuluję wytrwałości w pieczeniu domowego chleb i trzymam kciuki! Jeśli chodzi o trawienie np. błonnika, to błonnik jest jak najbardziej pożądany, ale w sytuacji gdy mamy chory i zatruty „śmieciowym jedzeniem” organizm, nieprzyzwyczajony do jedzenia pewnych produktów, to organizm może mieć początkowo problem z poradzeniem sobie z błonnikiem (podobnie jak z innymi pozornie zdrowymi rzeczami, takimi jak np. strączki, czy nawet reaguje uczuleniem na zdrowe rzeczy jak np. orzechy). Dlatego wg mnie najlepszą metodą we wprowadzaniu jakichkolwiek zmian jest wsłuchiwanie się w swój organizm i metoda małych kroków. Dalej mało wiemy o ludzkim organizmie, ale niewątpliwie odporność w dużej mierze bierze się właśnie z jelit. Zachęcam do lektury chociażby takiej książki (napisanej przez panią doktor) jak „Historia wewnętrzna. Jelita – najbardziej fascynujący organ naszego ciała”. Ta niezwykła pozycja książkowa pokazuje, jak wiele zależy od stanu naszych jelit i jak bardzo wpływa to na jakość pracy całego organizmu (bo jak wiadomo jesteśmy jako organizm całością, a nie poszczególnymi organami czy komórkami). Jelita to nie wszystko (np. choroba może się brać ze stresu), ale ich rola jest nieoceniona! Jeśli chodzi o przeżywalność gatunku ludzkiego, to każdy pewnie ma swój pogląd na tę sprawę. Ja też mam swoją teorię, popartą wiedzą i dotychczasowym doświadczeniem. Owszem, kiedyś umierało dużo dzieci i ludzie żyli krócej, ale Ci co dożywali sędziwego wieku umierali śmiercią naturalną, poprzez zaśnięcie. Dzisiaj teoretycznie żyjemy dłużej, ale już od młodych lat chorujemy, czymś normalnym jest branie leków (które nie leczą, ale zaleczają problem), a coraz więcej ludzi umiera w prawdziwych męczarniach. Sama dwa lata temu byłam świadkiem jak odchodził mój Tato – jego organizm powoli tracił zdolność wykonywania najprostszych czynności życiowych, a jego ciało ulegało powolnemu zatruciu i rozkładowi. Nikomu nie życzę takiej śmierci, podobnie jak nie życzę nikomu, aby niepotrzebnie cierpiał mimo młodego wieku z powodu różnych przewlekłych dolegliwości, które ładnie określamy mianem chorób cywilizacyjnych, a ich przyczynę często określamy jako „nieznaną”. A prawdziwy chleb to dla mnie taki chleb, po którym nie trapią nas dolegliwości żołądkowe, chleb który schnie a nie gnije, chleb z dobrych naturalnych składników, a nie chleb z glutenem i dodatkiem sztucznych składników, dodanych tylko po to aby ładnie wyglądał i smakował, ale pozbawiał nas zdrowia i sił. Jeszcze raz podkreślam to, że każdy może mieć swoje zdanie na dany temat, ja prezentuję swój punkt widzenia. I nie chodzi o to, że któregoś poranka się obudziłam i wymyśliłam sobie taką teorię. Chodzi o to, że przeczytałam sporo książek, a potem zastosowałam tę wiedzę w praktyce i widzę teraz niesamowite zmiany w swoim zdrowiu, samopoczuciu i ilości energii. Nigdy nie czułam się lepiej niż dzisiaj i nigdy nie miałam tak dużo energii jak dzisiaj, chociaż obowiązków mam więcej niż kiedykolwiek. Uważam, że nie ma prawd obiektywnych, ale warto czasami włączyć myślenie, intuicję i posłuchać własnego ciała. Na koniec życzę Ci dużo zdrowia i dobrych wyborów! Mam nadzieję, że znajdziesz własną receptę na dobre zdrowie i samopoczucie! Pozdrawiam ciepło i życzę dobrego zdrowia i dnia!:)

  • Odpowiedz
    Na żywo – odcinek 5 – Jak jeść mniej kluchów, chleba i dań mącznych? – Patrycja Wratny
    7 listopada 2017 at 13:36

    […] jakie pieczywo wybierać – jeśli chcesz dowiedzieć się o tym temacie więcej, zapraszam do zapoznania się z tym wpisem […]

  • Napisz komenatrz