Kulinarne podsumowanie tygodnia

Kulinarne podsumowanie tygodnia (11-17 lutego)

Dzisiaj najwyższa już pora na kulinarne podsumowanie ostatniego tygodnia! Opowiem Wam z lotu ptaka o tym, co takiego jedliśmy w minionym tygodniu.

Po co Wam to opowiadam? Chcę żebyście zobaczyli, że jemy całkiem proste jedzenie, ciesząc się nim jak małe dzieci. Dbamy też o to, by jedzenie było świeże, zrobione w domu, w większości ze składników kupionych na targu. W naszym jadłospisie nie może zabraknąć warzyw sezonowych (najlepiej naszych polskich, w tym kiszonek!), kasz, czy prawdziwego domowego chleba na naturalnym zakwasie.

 

SOBOTA

 

Śniadanie/kolacja:

W sobotę zwykle robię zakupy na targu, a wtedy dzień mija pod znakiem kanapek, zrobionych z prawdziwego chleba na naturalnym zakwasie, pasztetu/kawałka wiejskiej kiełbasy i ogórka kiszonego/kapusty kiszonej (o tym jak zrobić smaczną i zdrową kanapkę przeczytasz tutaj).

Córka zwykle dopomina się również o prawdziwe wiejskie mleko z płatkami (ostatnio zajadamy się płatkami gryczanymi z mlekiem i dodajemy na koniec odrobinę płatków kukurydzianych niesłodzonych – oba rodzaje kupuję na targu).

Dla równowagi dbam o to, aby pod ręką była też również ugotowana kasza – jaglana albo gryczana niepalona. Dzieciaki potrafią ją wyjadać z garnka!:) Nie od razu tak było, ale miesiące nauki, edukacji i proponowania zrobiły swoje:)

Tak było i tydzień temu.

 

Obiad:

Tym razem na obiad jedliśmy pierogi domowej roboty, które dostałam „w prezencie” od pani z targu (chociaż ponoć nie ma nic za darmo:). Dla równowagi była również sałatka z pieczonych buraczków z dodatkami (przepis znajdziesz tutaj).

 

 

NIEDZIELA

 

Śniadanie/kolacja: podobne do sobotniego.

 

Obiad:

Byliśmy zaproszeni do rodziców. Była obowiązkowa zupka, a na drugie danie kopytka domowej roboty, kotlety mielone oraz polędwiczki, gotowana marchewka oraz gotowana kapustka.

Na deser ciasto z jagodami. Oczywiście domowej roboty.

Jak widzicie jemy mięso, jemy dania z białej mąki i nawet jemy ciasta. Ale nie codziennie i raczej domowej roboty. Sklepowe słodycze już dawno przestały nas interesować.

 

 

PONIEDZIAŁEK

 

Śniadanie:

W poniedziałek jedliśmy kaszę z jabłkami na słodko (tutaj przepis), a dzieciaki podjadały już burgery z marchewki, które robiłam w niedzielę wieczorem.

Nie chodzę do typowej „pracy”, bo pracuję w domu, dlatego mam nieco więcej czasu na przygotowanie śniadania.

Ale jeśli wstanie się te 15 minut wcześniej to nawet wychodząc rano do pracy można znaleźć czas na przygotowanie porządnego śniadania. Podstawa to dobra organizacja i planowanie. Potem wystarczy kilka minut żeby danie nastawić, a potem już się samo robi:) I jak ze wszystkim – trening czyni mistrza:)

 

Obiad:

Na obiad były burgery z polewą z pomidorów (tu przepis na burgery, polewa: wystarczy zeszklić posiekaną cebulkę z 2-3 główkami czosnku, dodać przecier z pomidorów/pomidory w puszce i całość chwilę pogotować a na koniec doprawić ulubionymi przyprawami). Do tego czerwony ryż i sałatka z burgerów/kiszony ogórek.

Dzieciaki mają swoje jedzenie w przedszkolu, ale po powrocie do domu czasami jedzą nasz domowy obiad tudzież inne domowe przysmaki:) Apetyt im dopisuje, więc jeszcze sporo jedzą w ciągu dnia. I dbam o to, żeby zawsze rano zjadły domowe śniadanie:)

 

Kolacja:

Jedzenie różnych niedobitków z poprzednich dni oraz kanapek.

 

Podwieczorki ogółem:

Dodam, że ważną częścią naszych popołudniowych posiłków są różne przekąski (wymieniam je poniżej, chociaż jemy je kilkakrotnie w ciągu tygodnia).

  • Mniej więcej dwa razy w tygodniu jest świeżo wyciskany sok (z takich składników jak: marchew, pietruszka, jabłko, gruszka, cytryna, seler naciowy, grapefruit, pomarańcze, czy burak)
  • Ostatnio chętnie jemy również jogurt naturalny domowej roboty (tutaj przepis); do jogurtu dodajemy banana, rodzynki/daktyle, czy różne nasionka (słonecznik, sezam), orzechy (włoskie) lub płatki – dla każdego znajdzie się coś dobrego – dzieciaki najchętniej jedzą sam jogurt, a ostatnio jogurt z bananem
  • Czasami jemy po prostu jabłka, pomarańcze czy grapefruita

 

 

WTOREK

 

Śniadanie:

Jedliśmy jajka na miękko, z kaszą (jaglaną/gryczaną) oraz z kiszonym ogórkiem.

Mała dygresja: średnio raz lub dwa w tygodniu jemy jajka, zwykle są to jaja na miękko. Ale raczej jedno lub dwa w danym dniu, bo ostatnio nawet mój mąż przyznał, że po jajkach czuje się tak jakoś ciężko (to samo miał wcześniej z mięsem, które kiedyś uwielbiał, a potem jego miłość do mięsa spadła niemal do zera:)

 

Obiad:

Ten co poprzedniego dnia! Obiad zwykle robimy na 2, a czasami nawet na 3 dni.

 

Kolacja:

W lodówce mamy wciąż podobne rzeczy i robimy różne wariacje na ich temat:)

Tym razem były kopytka (te same które jedliśmy w niedzielę:) – na słodko, z ksylitolem (koniecznie fińskim!) zamiast cukru🙂

A na dokładkę była świeżo ugotowana kasza jaglana oraz po kawałku wiejskiej kiełbaski.

 

 

ŚRODA

 

Śniadanie:

Rano jedliśmy warzywa ugotowane na parze (szybciutko obrałam i pokroiłam na plasterki warzywa tj. marchew, pietruszkę, seler, por oraz cebulę i wrzuciłam je na ok. 20 minut do garnka do gotowania na parze) oraz ugotowana kasza jaglana. Całość polałam odrobiną oleju (chwilowo nie mamy oleju lnianego więc używamy słonecznikowego tłoczonego na zimno lub posypujemy danie zmielonymi w młynku do kawy ziarenkami siemienia lnianego).

 

Obiad:

Na obiad była zupa z zielonej soczewicy, z warzywami oraz przecierem pomidorowym. Szybki przepis znajdziecie na mojej stronie na fb (tutaj link), a niedługo przepis postaram się umieścić na blogu.

Dodatkowo ugotowałam komosę ryżową, aby danie było bardziej treściwe.

 

Kolacja:

Jedliśmy różne dobre kanapki z naszym ulubionym chlebem kupowanym na targu. Ostatnio dość często zajadamy się tofu (to taki „serek” robiony z mleka sojowego). No i oczywiście były kiszonki, które niezmiennie jemy dla podniesienia odporności i którymi suto pokrywamy każdą kanapkę (czasami kiszonki zastępujemy np. oliwkami, czy kapustą pekińską).

 

 

CZWARTEK

 

Śniadanie:

Na śniadanie była jaglanko-owsianka na ciepło (przepis znajdziecie tutaj). To obowiązkowe śniadanie, które jemy niemal każdego tygodnia (obok wspomnianej już kaszy jaglanej na ciepło z jabłkiem).

 

Obiad:

Taki jak poprzedniego dnia.

 

Kolacja:

Na kolację dojadaliśmy ugotowane na parze warzywa. Tym razem jedliśmy je z kaszą gryczaną (oczywiście niepaloną).

Były też kanapki.

Muszę dodać, że mówiąc „kanapka” nie mam na myśli białych bułek lub białego pieczywa, masła ze sklepu lub margaryny (chyba że masło klarowane, które ostatnio czasami jemy zamiast oleju), sklepowego pseudo sera (no chyba że taki twardy długodojrzewajacy, czasami jest to ser pleśniowy) lub wędliny (takie rzeczy kupujemy od sprawdzonych sprzedawców na targu), tudzież plasterka pomidora (zimą jemy kiszonki!).

 

 

PIĄTEK

 

Śniadanie:

Na śniadanie zrobiłam swoim głodomorom w kilkanaście minut tofucznicę (to taka alternatywa dla jajecznicy, robiona z tofu – obiecuję również w przyszłości przepis, a na razie odsyłam Was tutaj).

Podałam je z kaszą. Staram się „uczyć” domowników, zwłaszcza dzieci, że nie zawsze do wszystkiego trzeba jeść chleb.

 

Obiad:

Ja dojadałam zupę z soczewicy, ale mój mąż w czwartek zrobił pad thai – z makaronu ryżowego, krewetek, jajek, tofu i różnych dziwnych sosów, które zamówił w zeszłym tygodniu przez Internet (zamówił przy okazji również krążki ryżowe, dzięki czemu w tym tygodniu będę mogła ich użyć do zrobienia fajnego przepisu o którym wspominałam w newsletterze:).

Mój mąż lubi robić co jakiś czas takie kulinarne eksperymenty, dzięki czemu mamy okazję poznawać różne orientalne smaki:) Tutaj znajdziecie przepis:)

 

Kolacja:

Miałam wspólne popołudnie i wieczór z dziećmi. Oj, czego my nie jedliśmy wczoraj:)

Najpierw była kasza gryczana (podgrzana w garnku do gotowania na parze) z utartym na tarce twardym serem, jabłka, do tego kanapeczki z tofu i ogórkiem kiszonym, a na deser racuszki- placuszki (tutaj znajdziecie podobny przepis, chociaż tym razem robiłam je z mąki orkiszowej).

 

No i oczywiście piliśmy zwykłą wodę mineralną (w moim przypadku była to woda z cytryną)! Gdy nasze dzieci są spragnione, to proszą o zwykłą wodę! Tego ich uczyliśmy już od małego i teraz to procentuje. Oczywiście jak jesteśmy u kogoś i widzą sok, to proszę o sok. Jak robimy wyciskany sok, to też go piją (chociaż ostatnio syn nie szczególnie przepada za moim sokiem, chociaż córka pije za dwoje:)

Mąż za to gustuje w różnych herbatkach – oczywiście parzonych z liści, a nie plastikowych saszetek.

 

 

Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że w tym podsumowaniu znaleźliście kilka podpowiedzi co fajnego sami możecie przygotować w zaciszu domowej kuchni!

A przede wszystkim mam nadzieję że zobaczyliście, że zdrowe jedzenie to naprawdę proste jedzenie.

I pamiętajcie, angażujcie również do pomocy swoje drugie połówki, a nawet dzieci. W kupie siła, a razem przygotowywane jedzenie (i wspólne posiłki!) smakują znacznie lepiej!:)

 

Jeśli macie swoje sprawdzone, smaczne i zdrowe przepisy, to chętnie je poznam!

Mam obecnie zasadę, że plan posiłków opieram na sprawdzonych przepisach, ale co jakiś czas eksperymentuję z nowościami!

Posty, które mogą Cię zainteresować

Brak komentarzy

Napisz komenatrz