Kulinarne podsumowanie tygodnia

Kulinarne podsumowanie tygodnia (18-24 lutego) – zdrowe jedzenie jest prostsze niż myślisz!

 

Pora na kolejne kulinarne podsumowanie minionego tygodnia (18-24 lutego). W rolach głównych wystąpią oscypek, kurczak wiejski, hummus i pączki. Ale nie byłby to nasz jadłospis, gdyby głównych skrzypiec nie zagrały warzywa oraz kasza jaglana i gryczana!


Dzisiaj postaram się podsumować naprawdę krótko cały tydzień. A jeśli szukasz więcej pomysłów na to jak kulinarnie zaplanować tydzień, to zapraszam do zapoznania się z poprzednim artykułem z tego cyklu.

 

W sobotę, po powrocie z targu, czekała na mnie mała niespodzianka. Otóż okazało się, że w torbie z zakupami nie znalazłam naszego ulubionego pasztetu. Wróciłam na targ, ale niestety pani nie była w stanie stwierdzić, co się mogło z nim stać. Ale „na pocieszenie” dała mi oscypka, którego sama zrobiła:)

Tym to sposobem stałam się właścicielką prawdziwego wiejskiego oscypka. I to wcale nie z gór!

Zapomniałam zrobić zdjęcie oscypka, ale oscypek był naprawdę pyszny (zwłaszcza w wersji na ciepło, lekko podgrzany – przyznam, że w mikrofali, ale to naprawdę jeden z wyjątków:) Dowiedziałam się również, że często wędzone oscypki kupowane w górach są moczone w jakimś dziwnym płynie.

No tak, strategia „oby szybciej i taniej” niestety przesłania często dbanie o jakość.

Dlatego tak zachęcam Was do tego, aby szukać tej utraconej gdzieś w gonitwie za pieniądzem jakości, zwłaszcza robiąc zakupy na targu!:)

 

No dobrze, wracam już do jadłospisu!

 

 

SOBOTA

 

Śniadanie i kolacja:

 

Sobotnie śniadanie i kolacja jak zwykle upłynęły nam na zajadaniu się zdobyczami z targu, czyli prawdziwym domowych chlebem, kiszonkami no i oczywiście oscypkiem (chociaż dzieciom nie smakował). O tym jak można skomponować zdrową i smaczną kanapkę pisałam tutaj.

Aha, przyznam, że była jeszcze jedna nowość! Otóż po wielu miesiącach nie jedzenia parówek kupiłam na spróbowanie kilka parówek.

Powiem tak – szału nie było, ale dzieciom bardzo smakowały:) Oczywiście podkreśliłam to, że to jest takie danie, które mamusia kupuje raz na jakiś czas, bo nie jest tak zdrowe jak inne rzeczy które jemy (na razie się nie dopominają:)

Ale fajnie jest sprawdzić, że coś co kiedyś się pochłaniało minimum raz w tygodniu, wcale tak dobrze nie smakuje:)

 

Obiad i kolacja:

Nie zapisałam i nie pamiętam. Wiem tylko, że kropką nad i był pyszny sok warzywno- owocowy zrobiony w wyciskarce (o tym, dlaczego warto wyciskać sok opowiadam tutaj).

Nasza zimowa klasyka jeśli chodzi o soki to:

marchew (ok. 1 kg) + jabłko (ok. 3 sztuki) + pietruszka (2 sztuki) + cytryna (1-2 szt.) + pomarańcza (1 szt.) + burak (1-2 szt.) + sproszkowana wit.C (in. kwas l-askorbinowy)

+ew. inne (laska selera naciowego, czy odrobina świeżego imbiru)

 

 

NIEDZIELA

 

Śniadanie:

Na śniadanie były jajka na miękko z kasza gryczaną.

 

Obiad:

Mieliśmy typowo niedzielny obiad w wersji „na bogato”:) Był pieczony kurczak, który kupiłam dzień wcześniej na targu (starsza pani, które go sprzedaje zawsze mówi, że lepszego na targu nie znajdę – wierzę jej:) Pyszny i zdrowy przepis na kurczaka znajdziecie tutaj.

Do kurczaka zrobiłam szybką surówkę (pokrojona kapusta pekińska + utarta biała rzodkiew + utarte jabłko + ew. doprawić do smaku), a do tego ryż naturalny.

 

Kolacja:

Na kolację były pieczone jabłka z kasza jaglaną na słodko (tutaj przepis). A dzieciaki zajadały się kanapkami z masłem orzechowym (z orzechów ziemnych) made by Tata:) Przepis na masło orzechowe powinien się pojawić już w tym tygodniu.

Aha, ja jeszcze wieczorem napawałam się obłędnym smakiem domowej gorącej czekolady (prawdziwe wiejskie mleko + rozpuszczona w nim gorzka czekolada 85%:)

 

 

PONIEDZIAŁEK

 

Śniadanie:

Mieliśmy szybkie śniadanie, czyli kanapki z tofu (do kupienia w lepiej zaopatrzonym sklepie, to taki twarożek z mleka sojowego) z kapustą pekińską (polecam te miło chrupiące zielone listki!)

 

Obiad:

To samo co w niedzielę.

 

Kolacja

Chodził na za mną hummus, więc szybko go przygotowałam (przepis tutaj). Jedliśmy go z pieczonymi buraczkami z polewą (tutaj przepis – na buraczkowe carpaccio – naprawdę szybki, nie licząc oczywiście czasu, gdy pieką się buraki) oraz z dodatkiem ugotowanej kaszy jaglanej.

To jedna z moich ulubionych kombinacji dań na chłodne dni!

 

 

WTOREK

 

Śniadanie:

Na śniadanie była ugotowana kasza gryczana (niepalona oczywiście) z kawałkiem kiełbaski z targu oraz kapustą kiszoną, a na dokładkę hummus🙂

 

Obiad:

Jedliśmy kaszę jaglaną z dodatkiem szpinaku i suszonych pomidorów, zawijaną w papier ryżowy. A do tego oczywiście sos z przecieru z pomidorów. To jest naprawdę dość szybkie i efektowne danie, które skradnie serce niejednego podniebienia (przepis tutaj).

Zwykle staram się robić dania z warzyw, na które jest aktualnie sezon, ale dla tego przepisu warto zgrzeszyć (chodzi oczywiście o szpinak).

 

Kolacja:

Jeśli myślicie, że każde nasze śniadanie, czy kolacja to jedzenie wciąż czegoś innego, to jesteście w błędzie!:)

Przecież nie chodzi o to, żeby spędzić w kuchni połowę swojego życia, ale umieć cieszyć się prostymi rzeczami!:) A radość jest tym większa jeśli wiesz, że dajesz swojemu organizmowi naprawdę to, co najlepsze!

Na kolację jedliśmy resztki pieczonych buraczków, kaszy jaglanej/gryczanej oraz hummus. Dzieciaki jadły kaszę z mięskiem/kiełbaskami, które zostały. No a na deser kanapkę z masłem orzechowym:)

 

Po przedszkolu było też oczywiście tradycyjnie jedzenie jogurtu naturalnego made by Mama (tutaj przepis na domowy jogurt) z dodatkami takimi jak banan, rodzynki czy daktyle suszone.

 

 

ŚRODA

 

Śniadanie:

Na śniadanie było danie na ciepło, które ostatnio pojawia się u nas regularnie raz w tygodniu (u mnie nawet częściej:), czyli kasza jaglana z jabłkiem na ciepło (tutaj przepis).

 

Obiad:

To co dzień wcześniej.

 

Kolacja:

Nasza rzeżucha, którą posadziliśmy była gotowa, więc postanowiliśmy ją wykorzystać:) Dzieciaki bardzo się cieszyły widząc jak rośnie, a potem miały nie mniejszą frajdę, gdy cięły rzeżuchę do kanapek. Był chleb. Było tofu. I była rzeżucha. Dużo rzeżuchy:)

Dodam, że dzieciaki lubią jeść chlebek, pewnie jak (prawie) każde nieco większe dziecko. Dlatego tak bardzo się staram, aby kupować chleb na naturalnym zakwasie, bez dodatku drożdży i sztucznych substancji, z mąki żytniej, orkiszowej albo razowej (o tym jaki chleb kupować piszę tutaj).

Był też po raz kolejny w tym tygodniu sok świeżo wyciskany. Bardzo, bardzo serdecznie polecam wszystkim picie świeżo wyciskanego soku (nie tylko z owoców, ale również warzyw). To prawdziwa bomba witamin i smaków!

 

 

CZWARTEK

 

Śniadanie:

Rano była tofucznica – to taka jajecznica z tofu (przepis znajdziecie tutaj a już niedługo na stronie planuję umieścić swój przepis, nieco zmodyfikowany, aha, nie martwcie się że nie macie czarnej soli, bez niej też się uda:). Dodatkiem była kapustka kiszona oraz kasza jaglana.

 

Obiad:

Raz na jakiś czas zdarza się tak, że kompletnie zabraknie nam czasu na zrobienie obiadu. Dlatego w czwartek mąż zamówił w pracy gotowy obiad.

A ja dojadałam różne resztki:) Ale przyznam, że takie resztki i obiad z nich są po prostu najlepsze!

 

Kolacja:

Kolacja upłynęła nam pod znakiem smażenia i jedzenia pączków. Dużo się działo w kuchni, ale pierwsze koty za płoty.

Pączki piekliśmy według tego przepisu (w pierwszej turze była mąka orkiszowa i to razowa, w drugiej połączyliśmy ją pół na pół z mąką pszenną:) Ale przynajmniej udało się wypracować przepis na pączki na kolejny rok!

 

 

PIĄTEK

 

Śniadanie:

Na śniadanie ugotowałam na parze nasze tradycyjne polskie warzywa, czyli marchewkę, pietruszkę, seler, cebulę i por. Warzywa umyłam, obrałam, pokroiłam na plasterki i wrzuciłam do garnka do gotowania na parze (mam taki najprostszy garnek, ze specjalną wkładką z sitem).

Do warzyw ugotowałam kaszę gryczaną. A pięknym i zdrowym dodatkiem była świeżo ścięta rzeżucha:)

Z mężem zjedliśmy też kilka pączków (ale takich mniejszych niż te ze sklepu), które zostały z poprzedniego wieczoru:)

 

Obiad:

Piątkowy obiad również był w wersji na szybko.

Co robimy jak jest mało czasu? Oczywiście pesto:)

Był zatem makaron (zwykle jest kukurydziany albo jakiś razowy, ale tym razem mąż skusił mnie na makaron ryżowy – wystarczy go zalać wrzątkiem na chwilę i jest już gotowy:) Do tego było pesto ze słoika oraz dużo warzyw (tych samych, które jedliśmy na śniadanie).

 

Kolacja:

Było to, co zostało w lodówce i co kto lubi. Mieliśmy dość mało czasu na jakiekolwiek wariacje w kuchni, bo wyjeżdżaliśmy na weekend poza miasto.

Ale nie przeszkodziło mi to jeszcze wycisnąć soku przed wyjazdem – witamin nigdy dość!:)

 

 

Ot i cały nasz tygodniowy jadłospis:) Mam nadzieję, że zainspiruje Was do stworzenia Waszego własnego – w oparciu o zdrowe przepisy i własne upodobania!

Jeśli macie jakieś swoje ulubione zdrowe przepisy, to koniecznie o nich napiszcie! Chętnie przetestuję jakieś „sprawdzone nowości” w kuchni:)

Posty, które mogą Cię zainteresować

Brak komentarzy

Napisz komenatrz