Lekcje miłości

Mamo – masz tę moc!

Dzisiaj Dzień Matki więc o czym mógłby by być dzisiejszy wpis jeśli nie o nas Mamach?

Mam nadzieję, że będzie pozytywnie i słonecznie, chociaż zbiera mi się od jakiegoś czasu wiele przemyśleń, które czasami łatwe nie są.

Tak czy inaczej obiecuję, że będzie jak zawsze prawdziwie!:)

Jednocześnie życzę każdej Mamie całe morze miłości, takiej bez względu na okoliczności, ale wypływającej głęboko z nas!

 

Żeby było łatwiej czytać ten tekst, to podzielę go na punkty, z których każdy porusza jakiś ważny (moim skromnym zdaniem) temat związany z macierzyństwem i z życiem w ogóle!

Mamy, pamiętajmy, że mamy ogromną moc i siłę – naszą miłość!:)

 

 

  1. Bycie Mamą to najlepsza szkoła samorozwoju, ale i codzienne pole walki

 

Jeśli ktoś jest mamą, albo mamą być zamierza, albo właśnie boi się zostać mamą, niech wie, że bycie Mamą to jedna z najlepszych szkół życia! Jeśli ktoś mówi, że w życiu niczego wielkiego nie osiągnął, a potem dodaje, że tylko siedzi w domu z dziećmi, to jedno kłóci się z drugim! Uważam, że nie ma bardziej odpowiedzialnego „stanowiska”, który wymagałby od nas tak wielu różnorakich kompetencji, niż bycie Mamą!

W byciu mamą nie ma miejsca na fałsz, robienie zbędnych rzeczy czy ploteczki. Bycie Mamą to zadanie dla mistrza. Co więcej, to zadanie, które trwa przez całe życie naszych dzieci i nigdy się nie kończy!

Bycie Mamą to wielka szkoła uczuć, szlifowanie naszych reakcji na nagłe sytuacje i wreszcie umiejętność akceptacji tego, co jest!

I jasne, nie zawsze jest różowo. Ba, często mamy dość, jesteśmy zmęczone, myślimy, że wyjdziemy z siebie i staniemy obok, chciałybyśmy uciec. Ale i tak potem okazuje się, że miłość do dziecka jest tak wielka, że nic innego się nie liczy.

Mamy, doceniajmy nasz trud i wkład w podtrzymywanie i rozwijanie życia na ziemi. To ogromnie ważne zadanie i nikt nie wykona tego lepiej niż my! Bądźmy dumne z tej roli.

A każdej Mamie nakładam wirtualny medal za wytrwałość i odwagę!

 

 

  1. Jeśli chcemy być Mamami, to nimi bądźmy!

 

Tak, chciałyśmy być wyzwolone i niezależne. Chciałyśmy podbijać świat i udawać, że nic nas nie ogranicza. A przyszło wypalenie, frustracja i poczucie winy.

Często harujemy od rana do nocy, bo ciągle jest coś do zrobienia, a zapominamy, że nasze dzieci nie potrzebują wcale nowych zabawek, pięknych ubrań i wycieczek na drugi kraniec świata.

Nasze dzieci potrzebują nas!

Naszej obecności. Poczucia, że rzeczywiście są dla nas ważne. Jeśli rodzimy dzieci, to ważne jest, abyśmy to my pokazywały im świat, odkrywały ten świat razem z naszymi dziećmi i jednocześnie miały szansę obserwować, jak nasze dzieci rosną. To zadanie dla nas, bo wykonamy je lepiej niż ktokolwiek inny.

Nie będę się wymądrzać, co i jak powinniśmy robić, ale nie powinno być tak, że na koniec dnia jedyna osoba, dla której nie miałyśmy czasu, to nasze dziecko.

Na pracę mamy czas, na plotki również, na buszowanie po necie także. A potem okazuje się, że rzucamy naszemu dziecku jad i uwagę „bądź grzeczny, bo mamusia jest zmęczona”. To szpila, której nasze dziecko może nie wyjąć ze swojego kochającego serducha do końca życia.

 

 

  1. Zadbajmy o siebie!

 

Chcę tu doprecyzować punkt drugi. Nie chodzi o to, aby tylko dawać siebie innym, bo to zaprowadzi nas do frustracji i wypalenia. Łatwo jest zaniedbać siebie i swoje potrzeby, ale wtedy już dla nikogo nie jesteśmy wzorem, wręcz mamy obrzydzenie do siebie i własnego życia.

Wiem, cholernie trudno o zachowanie równowagi i żonglowanie rolami. Zwłaszcza w czasach, gdy każdy chciałby mieć możliwie jak najwięcej, a media, reklama i pozostała społeczność w której żyjemy wtłaczają w nas coraz to nowe potrzeby.

Ale zadajmy sobie pytanie, co dla nas jest ważne i rzeczywiście według tych priorytetów postępujmy!

 

Ważne jest aby mieć czas na odpoczynek i chociaż odrobinę rozwoju, bo wtedy będziemy spokojniejsze i więcej będziemy mogły dać tym, których kochamy.

Ale nie popadajmy w skrajność! Płaski brzuch dwa tygodnie po porodzie? Powrót do pracy po pół roku? Kurs hiszpańskiego w czasie połogu? Bądźmy dla siebie dobre i dajmy sobie też czas na nic nierobienie w niektórych obszarach. Naprawdę na wszystko przyjdzie swój czas.

Możemy zrobić naprawdę dużo, ale trudno jest to wszystko zrobić w tym samym czasie!

Możemy spełniać się zawodowo i podbijać świat. Ale będzie to dobre dla nas i naszych rodzin tylko wtedy, kiedy będzie dodawać nam skrzydeł, a nie zatruwać nasze życie i powodować ciągłe wyrzuty sumienia.

 

 

  1. Wyzwolenie a prawdziwa miłość i zaufanie

 

Mam coraz częściej wrażenie, że miłość dwojga ludzi nie jest już miłością, ale wzajemnym wykorzystywaniem się i bezustanną próbą sił.

A miłość ma to do siebie, że musimy zaufać i otworzyć swoje serce na tę drugą osobę. Nawet pomimo tego, że wtedy można nas potencjalnie najłatwiej zranić. Jeśli wchodzimy w związek z myślą, żeby tę drugą stronę wykorzystać do własnych celów i przeglądać się w jej oczach, to nigdy ten związek nie będzie tak głęboki i dający spełnienie, jak mógłby być.

Jeśli już na samym początku zakładamy, że przyjdzie to złe (zabezpieczamy się na okazję, gdyby mąż zdezerterował, czy zamienił nas na nowszy model), to wchodzimy nie w związek, ale w pewien układ. A układ nigdy nie będzie tak trwały jak prawdziwa relacja dwojga ludzi.

 

Bądźmy czułe, kochające, ale z drugiej strony pewne swojej wartości, wymagające i świadome ważnej roli, jaką mamy do odegrania.

Tylko wtedy będziemy wspaniałą żoną dla naszego mężczyzny i będziemy w stanie stworzyć z nim głęboką relację. A tylko taka relacja daje szansę na przetrwanie związku, gdy za oknem burza i deszcz.

 

Jestem żoną od siedmiu lat. Ale gdy patrzę wstecz to widzę, że biorąc ślub nie miałam pojęcia, czym tak naprawdę jest miłość. Na szczęście silne poczucie własnej wartości (zbudowane dzięki ogromnej i bezwarunkowej miłości moich Rodziców – tak, dlatego tak ważne jest okazywanie tej miłości naszym dzieciom!) pozwoliło mi wybrać silnego i stabilnego emocjonalnie partnera do tej podróży przez życie.

I mimo, że mój partner nie jest idealny, podobnie jak nie jest idealna nasza relacja, to mamy szansę na ciągły rozwój i rozwijanie tej miłości. Z każdym rokiem czuję to coraz mocniej. To ogromna praca, dzień po dniu, rok po roku, ale dająca niesamowite spełnienie i poczucie, że się jest we właściwym miejscu.

 

 

  1. Mamo, Kobieto, miej oparcie w sobie!

 

Dużo ludzi funkcjonuje na takiej zasadzie, że wspiera się na innych, bo inaczej dawno by się przewrócili.

Dobre samopoczucie takich osób zależy od dobrego samopoczucia drugiego człowieka, a nierzadko ich poczucie szczęścia zależy od tego, co uda im się osiągnąć (tytuły, dyplomy, praca, dom i dzieci itp.)

Ale nie łudźmy się. To wszystko są rzeczy nietrwałe. Jeśli na nich będziemy opierać swoje życie, to razem z nimi pójdziemy na dno, jeśli ich zabraknie.

 

Przyznam, że to dla mnie jedna z najtrudniejszych lekcji. Jak każdy często własne zadowolenie uzależniam od zewnętrznych okoliczności. Ale mam świadomość ich kruchości. A jeśli ich zabraknie? Co będzie ze mną? Czy mój świat runie jak domek z kart?

To cholernie trudne, ale uczę się szukania w sobie takiej mocy i takich korzeni, żeby żadna burza nie naruszyła mojej wewnętrznej konstrukcji.

 

 

  1. Mamo, czasami może nie być ok!

 

To kolejna trudna do przełknięcia dla nas kobiet pigułka. Chciałybyśmy, aby wszystko było takie wygładzone i piękne. Zachowanie naszych dzieci, relacje w rodzinie, kolejne lata naszego życia, a nawet nasza twarz itp.

Smagamy się pręcikiem, gdy czujemy się gorzej, bo przecież wszystko jest w porządku i nie powinniśmy się tak czuć!

A może właśnie to jest normalne, że czasami nie wszystko jest takie idealne i wcale nie idzie zgodnie z planem? Życie to sinusoida, bez względu na to jak byśmy zaklinały naszą rzeczywistość.

A gdy tak naprawdę szczerze przyjrzymy się naszym emocjom, to może się okazać, że chcą nam coś powiedzieć. Że celowo wytrącają nas z bezpiecznego gniazda, abyśmy czegoś doświadczyły i poczuły się jeszcze silniejsze niż kiedyś?

 

 

  1. Każda Mama kocha swoje dziecko!

 

Może to będzie kontrowersyjne co powiem, ale dzisiaj twierdzę, że każda mama kocha swoje dziecko. Nawet ta mama, która bije i rani swoje dziecko, która stacza się w dół czy ta, która oddaje swoje dziecko.

Może to być mama zagubiona i bardzo nieszczęśliwa, ale to wciąż jest kochająca matka. My mamy dość wyśrubowane standardy miłości (i bardzo dobrze!), ale według mnie każda mama może dać tyle miłości, ile ma w sobie. Nie mniej i nie więcej. Więc taka mama, która teoretycznie nie daje nic dobrego własnemu dziecku, to matka, która nie ma w sobie choćby okruchów miłości.

Otaczajmy modlitwą takie mamy, wysyłając akty strzeliste do nieba i do tego, który jest Miłością. Próbujmy takim zagubionym mamom dodać sił, a nie do reszty podcinać skrzydła. Wspierajmy je i solidaryzujmy się z nimi. I absolutnie nie mam tu na myśli tego, aby klepać je po ramieniu i wspierać w tym co robią. To co robią jest złe, ale ich miłość jest dobra. Tyle tylko, ze jej aktualnie nie mają, a ich wewnętrzne źródło jest puste.

Dając swoją miłość i wsparcie, możemy napełniać tę pustą studnię i otchłań. Bo jak wiadomo miłość to jedyna rzecz, która się mnoży, jak się nią dzieli!

 

 

  1. Mamy, ufajmy procesowi życia!

 

Kto lepiej niż my mamy wie, że życie w magiczny sposób się tworzy, a utrwalony przez lata mechanizm działa nawet bez naszej wiedzy.

Czy którakolwiek z nas myśli o tym, że mając dziecko pod swoim sercem właśnie tworzy nóżkę, czy rączkę dziecka, albo wprawia w ruch jego małe serduszko? A pomimo to wierzymy, że proces życia, którego jesteśmy częścią, tak wspaniale pracuje i to nawet bez naszego udziału!

Życie jest jedno. Jeśli ufamy procesowi życia w nas, to zaufajmy również procesowi, który toczy się wokół nas. Bo bez względu na wszystko i tak będzie pięknie!

 

 

Jeszcze raz dużo miłości dla każdej z nas z okazji Dnia Mamy!:)

Posty, które mogą Cię zainteresować

Brak komentarzy

Napisz komenatrz