Wokół jedzenia

Pokusy – jak to działa i dlaczego warto zejść poniżej wierzchołka góry lodowej?

Na talerzu ułożyła sobie świeże pomidory, dwa jajka ugotowane prawie na miękko i dużą porcję kaszy gryczanej, którą polała olejem lnianym.

Niespiesznie zjadła śniadanie, pełna nadziei na nadejście pięknego dnia, mimo że za oknem deszcz i zimniej niż zwykle.

Śniadanie było obłędnie smaczne i sycące.

Ale jej wciąż czegoś brakowało.

 

W tym momencie przypomniała sobie o czekoladzie, którą kilka miesięcy temu przyniósł do domu mąż.

Bo dzisiaj gorzka czekolada nie była w stanie zapełnić tej pustki, którą czuła wewnątrz.

Z niepewnością sięgnęła po pierwszy kawałek.

Miód w gębie, mimo że na opakowaniu  widnieje skład tego cuda. Gorszy niż cokolwiek co jadła przez kilka ostatnich miesięcy.

Na szczęście po zjedzeniu trzech rządków powiedziała pas i bijąc się z własnymi myślami zawinęła pozostałą część czekolady.

 

Jakiś czas później stwierdziła, że znowu jest głodna, mimo że od poprzedniego posiłku minęły niespełna dwie godziny.

Sięgnęła po świeżą i soczystą gruszkę. A potem zjadła jeszcze dojrzałą i słodką brzoskwinię.

Żeby mieć pewność, że tym razem zje odpowiednio dużo, schrupała jeszcze kilka krążków świeżej kalarepy.

 

Ale wciąż czuła niedosyt…

Wcale nie była głodna, ale znowu to coś w środku dało o sobie znać.

W tej właśnie chwili pomyślała o chrupiących płatkach kukurydzianych, które co jakiś czas kupuje na targu.

Problem tkwił jednak w tym, że szafka świeciła pustkami, a jej płatków „na gorszą godzinę” nie było.

Odczekała jeszcze kilkanaście minut, po czym stwierdziła, że musi iść do sklepu.

Trudno, w najgorszej opcji kupi „zwykłe” płatki kukurydziane ze sklepu.

W sklepie znowu przeżyła mały szok, bo okazało się, że te „zwykłe” płatki wcale takie zwykłe nie są i wcale nie wyglądają tak naturalnie jak płatki, które czasami kupuje na targu.

Ale mówi się trudno. Lepsze to niż nic. Lepsze to niż zjeść pozostałą część czekolady.

 

Wracając do swojej pracy przy komputerze ochoczo otworzyła paczkę płatków.

Czytając tekst widniejący na ekranie laptopa, co chwila sięgała po kolejną porcję.

Po jakimś czasie przyszła jednak chwila otrzeźwienia. Co ja właściwie robię???

 

Jeśli nie jestem głodna, to dlaczego jem?

A jeśli już jem, to dlaczego ma to być właśnie taki bezwartościowy pokarm?

Tu nastąpił kilkusekundowy moment walki z samą sobą.

Przecież nie chcesz tego jeść! – mówił jeden głos.

Dobrze wiesz, że po tym zrobi Ci się od razu lepiej – odpowiedział ten drugi.

Tak, lepiej, ale na krótką chwilę. W niczym Ci to nie pomoże, będzie jedynie gorzej – odpowiedział głos zdrowego rozsądku.

 

Nie wiedziała, co będzie potem i który z tych głosów wygra.

Ale wiedziała, że musi szybko coś zrobić.

Szybko zawinęła pozostałą część płatków i odłożyła je na bok.

Ale czuła, że to nie był wystarczający ruch. Nie namyślając się zbyt długo, złapała za opakowanie, otworzyła drzwiczki pod zlewem i przechyliła torebkę.

Żółte, pozbawione życia płatki opadły na wierzch kosza, wydając ostatnie, delikatne tchnienie…

 

 

Postanowiłam napisać ten tekst po to, aby pokazać Wam, że nawet w życiu dobrze odżywiającej się osoby dzieją się rzeczy, o których nie śniło się filozofom.

Ten tekst powstał po to, żeby pokazać Wam, że każdy bez wyjątku narażony jest na pokusy. Te żywieniowe również.

Ale również po to, żeby pokazać Wam, że to do nas należy ostateczna decyzja, co zrobimy. Że po jednej przegranej bitwie nie można mówić o przegranej wojnie.

 

Wiele rzeczy zaczyna się bardzo niewinnie, ale jak już się zacznie, to trudno jest przestać. Zwłaszcza, gdy przestaje się być świadomym danej chwili.

Opowiedziałam Wam o tej historii, abyście zobaczyli to, co zwykle próbujemy zamieść pod dywan –pokusy zwykle są bardzo silne i czasami dopiero chwila refleksji i zastosowanie ostrego cięcia są w stanie przerwać pasmo niechcianych posunięć.

Napisałam Wam to wreszcie po to, abyście zobaczyli, że często nie jemy dlatego, że jesteśmy głodni, ale dlatego, że szukamy w jedzeniu łatwego pocieszenia.

Ale jak wszędzie, tak i tu, nie ma dróg na skróty.

Błędne koło zaciska na naszej szyi coraz mocniejszą pętlę, a nam coraz trudniej jest się wyrwać z tego wątpliwego uścisku.

 

 

Co możemy zrobić? Przecież nie może być dobrej historii bez happy endu…

Po pierwsze potrzebujemy włączyć myślenie.

Jeśli będziemy działać z automatu, tak jak zwykle, to nie wydarzy się nic innego niż dotychczas. A nam to „dotychczas” przecież wcale nie odpowiada.

Dopiero gdy włączymy myślenie mamy szansę dostrzec bezsens całej sytuacji.

Po drugie nie warto niepotrzebnie wystawiać się na kuszenie.

Półka szczelnie wypchana słodyczami i zapychaczami na wypadek gorszego nastroju nie jest dobrym rozwiązaniem.

Nawet święty mógłby polec w takiej sytuacji.

A jeśli już sięgniemy po zakazany owoc, to pamiętajmy, że zawsze mamy taką wspaniałą instytucję jak kosz na śmieci – jest on przeznaczony nie tylko na kolorowe papierki z czekolady:)

Czasami warto jest tam posłać naszego przeciwnika i czasami będzie to najlepszy z możliwych wariantów.

Po trzecie, jeśli już chcemy grzeszyć, to róbmy to w sposób, który jak najmniej nam zaszkodzi. Choćby to był tylko wybór mniejszego zła.

Po czwarte, czasami warto zaakceptować to co jest, bez względu na to, czy to coś jest dla nas dobre czy nie.

Zaakceptować wcale nie oznaczy odpuścić. Oznacza to tylko tyle, że przyznajemy, że coś poszło nie tak i zastanawiamy się, jak nie dopuścić do podobnej sytuacji w przyszłości.

 

Wreszcie, po piąte, warto zadać sobie pytanie, czego tak naprawdę chcę?

Z jednej strony mamy coraz więcej błyskotek, mamy lodówkę wypchaną po brzegi, a w środku wciąż nam czegoś brak…

To właśnie tę pustkę chcemy zapełnić, chociaż wiemy, że żadne jedzenie nie jest w stanie zapełnić tego deficytu. Stąd jemy coraz więcej i czujemy się coraz gorzej – na ciele i duszy.

Ta pustka to nasze wołanie do życia i wołanie życia do nas.

Zagłuszanie jej niczego nie zmieni, lecz jedynie odsunie w czasie moment decydującego starcia.

 

Nasz niezaspokojony głód jest tylko wierzchołkiem góry lodowej.

Paradoks całej sytuacji polega na tym, że dopóki żyjemy, dopóty możemy starać się zanurkować i poznać to, co jest niżej, a z drugiej strony sam fakt że jeszcze żyjemy jest dowodem na to, że nie odkryliśmy całej prawdy i trzeba zejść jeszcze niżej.

To właśnie jest życie, w całej swej krasie i wspaniałości.

To co nam pozostaje to pamiętać, że bez względu na swoje położenie zawsze mamy wybór.

I tego trzeba się trzymać.

 

PS Życzę powodzenia w eksplorowaniu wodnej krainy i do zobaczenia pod górą lodową!

Posty, które mogą Cię zainteresować

Brak komentarzy

Napisz komenatrz