O mnie

Jestem dokładnie taka jak Ty. Ani gorsza, ani lepsza.

Staram się na ile potrafię żyć dobrze, ale różnie mi to wychodzi.

Czasami widzę świat w różowych barwach, a czasami nic mi nie wychodzi i najchętniej bym się wtedy schowała do swojej skorupy.

Kiedyś rzeczy mi się po prostu przydarzały, a ja poddawałam się losowi i wcale nie czułam, że mam na coś wpływ. W pewnym momencie życia stwierdziłam, że przejmuję stery.

Dzisiaj dalej zdarza się, że życie mną targa na różne strony. Czasami mam ochotę krzyczeć „Dość!” i nie mam wcale ochoty na taki rozwój wypadków.

Ale dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek czuję, że wszystko jest po coś. Staram się wierzyć, że życie samo w sobie jest dobre i jest mądrzejsze ode mnie.

Bardzo chcę czuć, że moje życie ma większy sens. Sens większy niż przeżywanie go od weekendu do weekendu i opieranie go na zakupach i gromadzeniu rzeczy, jedzeniu, sprzątaniu i ogarnianiu codzienności. Moja dusza wyrywa się do życia, w którym będę mogła powiedzieć, że nie tylko „jest jakoś”, ale że „jest w nim jakość”.

Chociaż momentami się boję, to postanowiłam, że chcę być odważna.

Chcę być prawdziwa. Chcę słuchać głosu swojego serca i żyć tak, jak ono mi podpowiada.

I chociaż wciąż jestem osobą, której emocje bywają jak tykająca bomba, która może w każdej chwili wybuchnąć, to chcę budować w sobie spokój prawdziwego Wojownika.

Bardzo chcę pokazać moim dzieciom siłę i prawdę. Chcę aby moje dzieci widziały, że można łamać stereotypy i swoimi działaniami chociaż trochę ulepszać ten świat. Chcę dać im także jak najwięcej miłości, aby wyposażone w tę najlepszą możliwą „broń”, mogły pójść w świat i odważnie kształtować swoje życie.

Cały czas widzę, ile jest jeszcze pracy przede mną, aby to wszystko stało się moją rzeczywistością.

Ale by nie czuć się przytłoczoną tą wielką odpowiedzialnością, staram się myśleć o pojedynczym, następnym kroku, jaki mam w danej chwili do zrobienia.  To też jest coś, czego się uczę, bo dotąd wyznawałam zasadę „wszystko albo nic!”. 

Staram się skupić na pojedynczej chwili i akceptowaniu tego co jest, chociaż wiem jak cholernie trudne to bywa.

Czuję, że co chwila mi się coś nie udaje i upadam. Ale jakaś wspaniała, doskonała siła, która jest tuż obok mnie, skłania mnie do tego, aby wstać i iść dalej robić swoje.

Wiem, że nie zawsze wiem najlepiej i nie zawsze robię to, co trzeba. Ale zawsze staram się, aby robić rzeczy najlepiej jak potrafię.

Dziękuję każdego dnia za to, jakich wspaniałych nauczycieli daje mi życie i za życie jako takie!

Ponoć największym luksusem na jaki możemy sobie pozwolić, to bycie autentycznym. Ja pozwoliłam sobie sięgnąć po ten luksus i nie zawaham się, aby go użyć.

Chcę Ci dać najprawdziwszą i najlepszą część siebie.

A ponieważ wciąż daleko mi do ideału, to chcę Ci między innymi opowiedzieć o moich zmaganiach z różnymi nawykami i o zmianach w patrzeniu na świat. Takich zmianach, które czynią codzienność lżejszą, a nam dają upragniony spokój serca.

Coraz lepiej widzę to, jak wciąż niewiele wiem. Czuję się jak przedszkolak w szkole średniej, patrzący z rozdziawioną buzią na zadania na egzaminie dojrzałości. Ale dopóki żyję, wciąż mogę podchodzić do poprawek:) Nawet jeśli miałyby one powracać w nocnych koszmarach dotyczących szkoły.

Jednocześnie moja dziecięca wiara w dobro każe mi wierzyć we wzniosłe ideały, czynić dobro i przekazywać je dalej w sztafecie zwanej życiem.

Jakkolwiek patetycznie i naiwnie to zabrzmi – wierzę w miłość. Na odwieczne pytanie czy ludzie są z gruntu dobrzy czy źli odpowiadam, że ludzie są dobrzy. Czasami po prostu ich studnia zamiast być pełna miłości jest pusta.

Wierzę, że kiedyś byliśmy z automatu podpięci do niewyczerpanego źródła miłości. Potem, chcąc zyskać autonomię, zyskaliśmy też wybór. No i ten wybór nas czasem gubi. Bo wiemy lepiej, bo idziemy na skróty, bo idziemy za tłumem. A ponieważ Źródło Życia, od którego sami się odcięliśmy, szanuje naszą niezależność, to pozwala nam podejmować niezależne decyzje.  Jednocześnie bardzo nas kocha i wspiera.

Wierzę, że jesteśmy czymś znacznie więcej niż ciało, a życie to coś więcej niż te kilkadziesiąt, w porywach do stu lat, tutaj na ziemi. Taka perspektywa daje mi wiarę i nadzieję, że idę w dobrym kierunku. A dopóki żyję, to znaczy że mam jeszcze jakieś zadanie do wykonania.

Kiedyś nie potrafiłam się zupełnie zdecydować – czy jestem umysłem ścisłym czy może jestem urodzoną humanistką. Dzisiaj odpowiadam jednym tchem, że jestem artystką zamkniętą w ciele, które lubi wszystko mierzyć i rozpatrywać z różnych punktów widzenia.

Ale nigdy już chyba nie zmieni się jedno – nie znoszę uczenia się faktów, dat i regułek. Zamiast myśleć „co”, pytam zawsze „dlaczego?” Dlatego nie znajdziecie tu „obiektywnych” faktów, bo takie według mnie nie istnieją, ale treści płynące wartkim strumieniem z mojego serca. Znajdziecie też efekt moich prób łączenia ze sobą różnych perspektyw, czy też pozornie niezwiązanych ze sobą zdarzeń.

Czasami mam wrażenie, że to nie ja piszę, tylko spisuję na bieżąco to, co Ktoś szepce mi cicho do ucha i zapisuje na taśmie mojego serca.

Wierzę, że wszystko co nam się przytrafia ma głębszy sens, chociaż czasami na pierwszy rzut oka tego nie widać. Sama widzę, jak moje doświadczenia składają się na piękny pejzaż, chociaż początkowo poszczególne pociągnięcia pędzlem układają się w czarną plamę. Wiem doskonale, że sama czegoś podobnego bym nie namalowała.

Dlatego coraz mniej staram się zadawać pytań „dlaczego mi się to przytrafiło?”, ale stawiam pytanie „co mogę z tego wynieść?”. To zrzuca ze mnie „obowiązek” wiecznego kontrolowania sytuacji i rwania włosów na głowie, gdy coś idzie niezgodnie z planem. Myślę sobie wtedy: „Patrycja, co Ty właściwie wiesz o zabijaniu?”

Dlatego czasami nie zadaję pytań (chociaż to trudne w moim przypadku), tylko pozwalam się prowadzić i rzucam się w ramiona Życia, które wie lepiej ode mnie.

Zamiast kalkulować, co mi się opłaca, zastanawiam się, co dobrego mogę dać z siebie innym. Próbuję się też pozbyć syndromu „grzecznej dziewczynki”, z różnym skutkiem. Ale dzisiaj już doceniam ogrom pracy, który wykonałam, aby zyskać więcej spokoju w życiu i odwagi, by iść własną drogą.

Śmieję się czasami, że gdyby ktoś kiedyś chciał mi płacić za myślenie, to byłabym milionerką. Nie przestaję myśleć i nawet idąc chodnikiem analizuję, łączę i stawiam hipotezy dotyczące życia. Zaczynam myśleć o tym, co dzisiaj zrobię na kolację, a kończę na dylematach związanych z hipotezami na temat powstania świata. Dlatego wręcz czuję ogromną potrzebę, aby nieco odciążyć swój umysł i zamienić myśli w słowa. A ponieważ dostrzegam pewną przewagę treści słuchanych nad czytanymi, to postanowiłam, że będę dla Was nagrywać podcasty:)

Moje podcasty to zapis tego co mnie spotkało i moich spostrzeżeń. Ale wierzę, że chociaż z pozoru jesteśmy bardzo różni, to jednak jesteśmy do siebie bardzo podobni i mamy podobne marzenia. Wierzę, że na głębszym poziomie jesteśmy ze sobą połączeni i mamy wspólny plan do zrealizowania.

Nie chcę udawać przed Tobą, że jestem idealna, że moje życie jest idealne i że mam dla Ciebie gotowe recepty na życie. Myślę, że i tak każdy z nas musi znaleźć rozwiązania najlepsze dla siebie.

Ale postanowiłam wykorzystać to, co we mnie jest najlepszego, aby opowiedzieć Ci o tym, o co według mnie warto zawalczyć w swoim życiu. Mam nadzieję, że to, czym się chcę z Tobą podzielić, będzie dla Ciebie motywacją do własnych poszukiwań.

Wierzę, że nagroda, którą jest spokój, radość i poczucie sensu to najlepsza motywacja do zmiany. 

Trzymam za nas kciuki i życzę powodzenia!

P.